| czwartek, 04 marca 2010 17:35 | |||||
|
Jakość wykonania Średnia ocena – 7,5
Tagi:
Chcesz umiescic ten test na swojej stronie ? Kliknij TUTAJ Aby utworzyc link do tego artukulu na swojej stronie, skopiuj i wklej tekst znajdujacy sie w ramce ponizej i umiesc go na swojej stronie Podglad :
Salmo Thrill OB 7 cm Share Thrill to odwieczne wołanie i zarazem prośba spinningistów o stworzenie przez dużego producenta sprzętu wędkarskiego, a takim z... Komentarze (25)
![]() Napisał MarcinK, poniedziałek 05 grudzień 2011, godz. 20:10
Naprawdę nie potrafię zrozumieć zachwytu niektórych woblerami Rapali To chyba czar marketingu tak na nich działa bo ja dużo lepsze wyniki miałem na woblery Jaxona W moim mniemaniu Rapala produkuje piękne sztuczne rybki z powodzeniem mogące być (po usunięciu kotwic oczywiście) ładnym prezentem dla dziecka bo łowne to one są bardzo przeciętnie za to przyznać trzeba że pięknie i starannie wykonane
Napisał Komi, poniedziałek 05 grudzień 2011, godz. 16:53
Szacunek trzeba oddać Panu Piskorskiemu bo to nie ulega wątpliwości. Zrobił facet razem ze swoim wspólnikiem kawał roboty. Dotrzeć na rynki zagraniczne zapewne nie jest łatwo. Myślę jednak,ze porównywanie produktów Salmo do Rapali jeszcze dziś jest chyba niestosowne. Niech jeszcze trochę wody w rzekach upłynie zanim będziemy skłaniali się do takich porównań.
Producentów takich jak Salmo na świecie jest cała masa. W Stanach pewnie jeszcze więcej. My w Polsce też mamy wielu świetnych producentów, przed którymi powstała bariera w postaci marketingu, reklamy itp. Salmo trafiło na polski rynek w bardzo dobrym czasie i w dobrych okolicznościach. Z drugiej strony warto przeanalizować czy nasz rodzimy rodzynek tak na zachodzie jest mocno znany a może to my staramy się na się zrobić z niego interkontynentalnego giganta. Napisał jurand, poniedziałek 05 grudzień 2011, godz. 16:51
Fakt jest faktem że niewielu ludziom udało się osiągnąć to co zrobi Sz. p. Piskorski. Rozumiem z resztą Twoje zdanie bo każdy powinien je mieć, dzięki temu dochodzi do budowania ciekawych spostrzeżeń, rad itp.. Pozdro kolego i połamania
Napisał Gardian, poniedziałek 05 grudzień 2011, godz. 16:04
Jurand, ja nie wypowiadam się w glorii i chwale o Salmo, uważam że to są bardzo dobre woblerki i tyle. Na pewno dorównują Rapali i dziesiątkom innym, uznanym markom na świecie. A to, że są dobre, dla mnie nie oznacza automatycznie, że są najlepsze na świecie. Po prostu są bardzo dobre i mi to wystarcza. Kupuję je świadomie.
Urok Pana Piskorskiego nie zwiedzie mnie na tyle, aby kupić kiepski wobler, tylko dlatego, że Pan Piotr ładnie się do mnie odezwał. Jurand - obaj mamy to samo zdanie na ten temat. Co do han made - wielu konstruktorów jest ok i idzie w kierunku najlepszej jakości i gdyby tylko mieli pieniądze na działalność, to zapewne by stoczyli ostry bój z Rapalą, Salmo itd., jednak są i tacy hand-madowcy, którzy szybko idą w chłam, byle sprzedać jak najwięcej. Na pewno podzielasz moje spostrzeżenia i nie dziwisz się mojej wypowiedzi. Schodząca farba z woblera dla mnie jest nieuniknionym efektem ubocznym boju z rybami. Taki ubytek ani mi, ani rybom nie przeszkadza. A w zderzeniach z kamieniami to nawet woblery Janusza Widła z nad Dunajca gubią stery, i to jest normalne. Wciąż jestem przekonany, że jako Polacy powinniśmy być dumni, że Polak P.Piskorski potrafił wejść na światowy rynek woblerów. A co do strugania wobków przez Piskorskiego - robił to już przed 1990 r., a wiec w latach, gdy wielu obecnie dwudziestoletnich wędkarzy nie było jeszcze na świecie. Jurand, nigdy mi w głowie nie zaświtała nawet myśl, aby woblerki robione ręcznie uznawać za śmieci - to nieporozumienie coś takiego mi przypisywać. Pozdrawiam i życzę ci Połamania! Jesteś szczęściarz, że tak dużo możesz wędkować. Napisał jurand, poniedziałek 05 grudzień 2011, godz. 14:22
No dobrze
środowiska wędkarskie jak i cały Polski "naród" jest podzielony wypełniony szczerą nienawiścią do wszystkiego. Jednakże mówienie o wybitności firmy salmo jest też nietaktem ponieważ zabraknie słów mających ocenić (oczywiśćie obiektywnie) marki takie jak rapala czy illex itd które ciągle rozwijają swoje produkty nie tylko kolorystycznie ale także technologicznie. Firam rapala ma w swojej ofercie wspaniale rozwiniętą grupę przynęt z klasy crankbait i minnow czego salmo może pozazdrościć. Ja spędzam kilka dni w tygodniu na rybach łowiąc od jezior mazurskich po rzeki północy wiec swoje wiem i nie jest mnie w stanie przekonać byle artykuł zarówno w czasopiśmie czy na portalach wędkarskich. Tak samo z resztą traktuje opinie niektórych użytkowników sprzętu wypisujących niewiarygodne bzdury i wpadających w dywagacje z kolegami po kiju. Nawiązując do pierwszego mojego zdania mam wielu kolegów którzy uważają że woblerek thrill nie jest najskuteczniejszą przynętą na bolenia. W moim mniemaniu ustępuje on glogom czy x-rapkom itd. Cena za woblerek o tak wąskim zastosowaniu jest stanowczo za wysoka a jakość i wykonanie woblera nie raz zostało przetestowane przez podwodny kamień łamiący ster czy przypadkowe przyłowy szczupaków które niszczyły całą powierzchnie woblera co mogę wybaczyć wabikom za kilkanaście złotych ale nie salmo. Tak jak wspomniałem slider czy perch to fajne woblerki ale nie można wystawiać tak bardzo daleko idącej pozytywnej opinii na podstawie spotkania z właścicielem firmy który zawsze będzie robił dobrą minę do złej gry przedstawiając swoje wyroby w najlepszym świetle w ogóle nie zwracając uwagi na cenę produktów które dla większości wędkarzy jest poza zasięgiem. Tak samo wygląda sprawa z negatywnym stosunkiem do przynęt hand made które często są tworzone na podstawie wielu doświadczeń, wiedzy i pasji notabene od takich wyrobów zaczęło wielu twórców przynęt i ta wiedza jest przenoszona po dziś porę więc traktowanie produktów HM jako śmieci jest nietaktem. Mam wiele woblerów wykonanych przez mistrzów w małych manufakturach które nie ustępują skuteczności przynętom z firm z najdalszych zakątków świata wykonanych w technologiach o których mi się nawet nie śniło. Napisał Gardian, poniedziałek 05 grudzień 2011, godz. 07:28
Panowie Jurand i Manti, jesteście w totalnym błędzie.
Po pierwsze - wierzycie w to, że owi rękodzielnicy robią cuda, co oczywiście jest nieprawdą, a reklama ich dotycząca po prostu was nakręca. Bądźcie bardziej krytyczni i sprawdźcie na innych forach, co piszą ludzie o tych rękodziełach np. o woblerach i wahadłówkach Krzyszczyka (o tym człowieku jest najgłośniej). Jurand - firma Heddar to może i robiła rzemiosło, ale 70 lat temu. Podobnie jak Rapala i Rebel ; + Po drugie: Korona Fishing nie robi przynęt, lecz współpracuje z producentami. Te przynęty to aż takie szaleństwo nie jest, szczególnie za tak wysoką kasę. Po prostu nowi producenci próbują się wbić na rynek. + Po trzecie: Pan Piskorski z Salmo strugał woblery, niesamowicie się angażuje w tworzenie nowego woblera, a każdy użytkownik woblera Salmo może do Niego napisać list albo spotkać się z p.Piotrem przy okazji jego pobytu w okolicy (np. zawody, w których sponsoruje nagrodę), robi kurs spinningowania itd. Normalny, fajny człowiek i kumaty wędkarz. + Po czwarte: Trzeba mieć naprawdę dużo złej woli, aby twierdzić, że te woblery są takie sobie lub złe: Minnow, Hornet, Tiny, Sting, Zipper, Thrill, Butcher, Bullhead, Frisky, Fanatic, Executor, Perch, Pika. To tylko część woblerów Salmo. Człowiek, który to twierdzi, to albo nigdy nimi nie łowił, albo bardzo mało spinninguje i bądź raczkuje w tym hobby, albo po prostu nie jest w stanie nauczyć się łowić woblerami, bo opór zwojów mózgowych za duży lub nie stać go na wędkowanie w dobrym łowisku i nie stać go na rwanie woblerów Salmo. Mnie też nie stać na to, ale stosuję odczepiacz, dzięki któremu wiele woblerów wraca na brzeg. A w polskich rzekach i jeziorach - wiem, jak jest z rybami i łowienie tutaj celem testowana skuteczności woblera to nie jest dobry pomysł, bo u nas rybę złowi wędkarz, który w bezmiarze wód trafi na nią, a nie wędkarz, który potrafi ją zwabić i omamić przynętą. Po prostu ryb jest mało. No, ale z tym, to już do Prezesa PZW. Napisał Darek, niedziela 04 grudzień 2011, godz. 21:06
a kolega Manti to może się pochwalić gdzie dokładnie kupuje woblery salmo 5szt za 6$????bo właśnie przejrzałem sklepy w USA i tam za sztuke srednio jest7$!!!!a sprawdziłem z ciekawości bo wieżyc mi się nie chciało 5szt za 6$
i mialem racje ze to bzdura totalna
Napisał manti, niedziela 04 grudzień 2011, godz. 18:24
Witam, mam takie samo zdanie. Te robione seryjnie przez matryce woblery niczym nie różnią się od tych co brat przywozi mi z USA z tym że tam za 5 sztuk woblerków płacę 6 $ a nie 15 zł za sztukę. Co tu porównywać , barbarzyńskie ceny a jakość dobra ale taka sama jak za te z usa 5razy tańsze. Ludzie z salmo opamiętajcie się. One nad wodą nie łowią 5 razy więcej niż te moje z usa, raczej mniej niż więcej - po co przepłacać ?????????????
Napisał jurand, niedziela 04 grudzień 2011, godz. 14:00
Gardian... Nie gadaj bzdur że salmo to renomowana firma itp bo jest tak prawda że całą ich produkcję ciągną jerki. Miałem pełno wobków salmo zostało kilka sliderów i kilka perchów. Dziś w mojej torbie goszczą wobki firmy rapala, bomber, rebel czy heddon i kilkanaście rękodzieł z corony fishing. A woblery salmo są jakie są rewelacji żadnej i tak samo wygląda sprawa z thrillem. Wole kupić rękodzieło niż płacić słoną kasę za wobki robione seryjnie.
Napisał Gardian, niedziela 04 grudzień 2011, godz. 08:07
Kolega Mariusz to chyba od niedawna zajął się spinningiem?
Woblery Salmo nigdy nie były lipą i nie będę - to renomowana marka przynęt. Aby łowić ryby, należy w danym dniu metodą prób i błędów dobrać wobler, na który ryby najlepiej reagują. Używasz perfum albo masz ulubione potrawy? To przypomnij sobie, że coś bardzo lubiane przez ciebie nie zawsze, nie w każdym dniu używasz - po prostu w danej chwili nie masz na to ochoty, mimo że ogólnie przepadasz za tym. Tak jest właśnie z woblerami, rybami a najlepszym przykładem są okonie - z godziny na godzinę może się im odmienić gust i jedynym wyjściem dla wędkarza jest zabieranie na łowisko dużego pudełka z najróżniejszymi przynętami. Mając na uwadze te gusta ryb, Salmo produkuje różne wersje danego woblera, i należy z tej okazji korzystać i łowić ryby. A wobler Thrill trzeba umiejętnie prowadzić, choć i w tym przypadku to boleń ostatecznie decyduje o wyniku spinningowania. Napisał Mariusz, sobota 03 grudzień 2011, godz. 22:37
Ja wypróbowałem woblera na moich ulubionych wodach boleniowych i powiem jedno WIELKA LIPA. Nie polecam
Napisał wojtek, czwartek 25 sierpień 2011, godz. 08:20
Dodam też ,że na tego woblera można złowić inne rybki wszystko zależy od prezentacji przynęty i techniki jej prowadzenia
http://img35.imageshack.us/imgrill7.jpg Pozdrawiam Napisał forest, piątek 19 sierpień 2011, godz. 14:19
Dobrze lata koziołkując... ja pierdziele ale malkontenci.
Napisał marek, piątek 19 sierpień 2011, godz. 12:53
Nie wiem kto to pisał ale zaprzecza sam sobie- ,,Waga omawianego modelu (12 g) pozwala posyłać ją na spore odległości, a to przy rzecznym spinningowaniu ma istotne znaczenie (odległość 40 m jest w zasięgu rzutu). Thrill jest dobrze wyważony, a to również jedna z zalet dobrej lotności. Producent dodał do przynęty małą niespodziankę. Niestety negatywną. Chodzi o koziołkowanie podczas wyrzutów. Przez to nie osiągamy przynętą zadowalających odległości." To w końcu dobrze lata czy koziołkuje???
Napisał Mario, czwartek 18 sierpień 2011, godz. 10:20
Wiesiek, a gdzie tu masz zapis, że thrill to bubel ? Bo ja np. nie rozumiem o co sie tak pienisz. Swoją drogą, salmo stać na perfekcyjne malowanie wobków to i do thrilla mogliby się bardziej przyłożyć. Malowanie woblera nie zawsze ma cieszyć tylko ryby - ja jako wędkarz zwracam na to dużą uwagę.
Thrill to dobry wobler ale nie należy do tanich. A że jest to wobek który można stosować również na innych wodach nie tylko na dużych nizinnych rzekach stąd jego uniwersalnosć. Pozdrawiam Napisał Wiesiek wiślak, czwartek 18 sierpień 2011, godz. 08:28
Wojtku - dzięki za próbę wyjaśnienia, co tester mógł mieć na myśli pisząc "Thrill wobler boleniowy uniwersalny". Na przelewie ten wobler można poprowadzić tylko jednym stylem prezentacji: szybko przeciągnąć, bo inacz wobek utkwi w przelewie. Na przelewie łowię kilkoma stylami: opuszczając wobek pływający i przytrzymując go, po czym nieznacznie podciągam i tak cyklicznie ; dryfem po skosie na zamkniętym kabłąku ; wolne ściąganie z przystankami itd. Thrill nie nadaje się do tych stylów łowienia, a więc
nie zasługuje na miano ani przelewowego, ani uniwerslanego wobka. Szuwar - jeśli nadal uważasz, że nic nie wniosłem swoim piewrszym postem, to odpuść sobie wędkarstwo i zajmij się filatelistyką lub zaciągnij się do specpułku. Nie krytykuję krytykowania wyglądu, bo czy wobek podoba się, czy nie podoba się testerowi, to jego prywatna sprawa i kwestia gustu każdego z nas. Natomiast krytykuję krytykowanie techniki malowania w tech. sitodruku, ponieważ tak nałożona farba daje ciekawe efekty pod wodą, czyli w strefie przebywania ryb, panie szuwar!! Ryby nie oglądają woblera nad wodą, a pod wodą, a tam inaczej postrzega się kolory itd. I przypominam - kazda rzeka w Polsce ma inny kolor wody, odcień itd. panie szuwar - To nie wędkarz decyduje o wszystkim. Rola wędkarza jest znacząca i często decydująca, może on przyczynić się do złowienia ryby lub na własne życzenie zniechęcić ją do brania. Są przynęty, które same łowią ryby, to np. Salmo Tiny kleniowo-jaziowy i Jugolki kleniowo--pstrągowe, obrotówka Black Fury Meppsa 00 lub 0 czy tandemy Blue Fox. Są takie, które łowią wtedy, gdy wędkarz je odpowiednio poprowadzi: jerki, koguty, streamery,.puchowce, wahadłówki, wobki smużaki i wiele wiele innych. I jeszcze jedno zdanie: Jak myślicie, gdyby wobler był kiepski, to pan Piskorski z Salmo nie poprawiłb ym go albo nie wycofał? Pozostawiłby na rynku bubla? Spotkałem pana Piskorskiego 2x nad wodą, za zawodach towarzyskich - ten człowiek ma tak wielką wiedzę, że można mu się tylko pokłonić i pozazdrościć tej wiedzy. Jeśli powie mu się w oczy, że jego wobler jest do kitu, to nie nakrzyczy na ciebie ani się nie obrazi, tylko spokojnie poprosi o argumentacje, aby zrozumieć w czym może tkwić błąd konstrukcyjny, bo On wie, że nie ma woblera uniwersalnego i cudownie skutecznego wszędzie na wszystkich rybach, w rękach każdego wędkarza i na każdym kiju. Czy takiego człowieka-konstruktora można posądzać o wypuszczanie bubli na światowy rynek? Napisał wojtek, środa 17 sierpień 2011, godz. 11:01
Wieśku słowo uniwersalny nosi się w moim przekonaniu do zastosowania go na różnych wodach w których żyją Bolenie (rożne łowiska) a nie gatunki ryb.
Przelewy da się prowadzić ale są inne lepsze na takie miejsca Ten wobler daje na pewno bolenie ale są lepsze przynęty a co najważniejsze tańsze . Pozdrawiam Napisał szuwar, wtorek 16 sierpień 2011, godz. 09:28
mam thrila i lowie na niego bolenie w glebokich i plytkich przelewach nad odra. widze kolejny fachowiec sie tu wypowiedzial, ktory nie wniosl nic do tematu. jezeli nie lowiles boleni z plytkich przelewow to zapraszam nad odre i ci to zaprezentuje wlasnie za pomoca tego woblera. co do.samego woblera to jest on bardzo lowny. czepiasz sie ze napisano o kiepskiej jakosci druku na wobku. zgadzam sie z tym. wobler wyglada tandetnie. jak typowa masowka. ale ma jedna zalete - lowi ryby, i to jest dla mnie najwazniejsze,no ale nie
unosze sie jak ty gdy ktos skrytykuje jego wyglad. ocena przynety to jej wykonanie oraz praca. co do tego czy ona lowi ryby to nie uwazasz ze to juz kwestia zdolnosci wedkarza? przynety same ryb nie lowia. powodzeia na lowisku Napisał Wiesiek wiślak, wtorek 16 sierpień 2011, godz. 02:11
Witam,
- dlaczego tester pisze, że ukleja jest przysmakiem bolenia? Bolen tłucze co mu pływa w wodzie, na dnie równie dobrze pożera kiełbie i w wodzie goni płoteczki i klonki. - dlaczego tester pisze, że Thril to uniwersalna przynęta boleniowa? Przecież sam Piotr Piskorski mówił, że to wobek specjalistyczny, do konkretnego zadania. - dlaczego tester pisze, że do Thrilla trzeba się przyzwyczaić, skoro sam jego twórca podkreślał nie raz, że tym woblerem trzebva nauczyć się łowić (a nie przyzwyczajać). To wędkarz ma rządzić wobkiem, a nie wobek wędkarzem. - dlaczego tester uprawia propagandę, że ten wobler nadaje się do łowienia na płyciutkim przelewie? Nie nadaje się, wobler jest na dużą wodę i powierzchnię. Na przelewie można łuskać bolenie woblerami pływającymi i lekkimi. - dlaczego tester negatywnie ocenia malowanie typu sitodruk? A widział pod wodą efekt tego koloru i sposobu jego nałożenia? Z punktu widzenia bolenia? A tester wie, że szybko płynące ryby w wodzie nieco inaczej widzą barwy i deseń woblera, niż stojący nieruchomu człowiek postrzega malowanie oglądane w powietrzu atmosferycznym przy świetle słonecznym? I jeszcze jedno. Test woblera nie polega na opisie jego wyglądu i swoich domysłów i porównań z bliżej nieokreślonymi rękodziełami, lecz na przetrzepaniu skóry kilkunastu boleniom testowanym woblerem, na kilku odmiennych łowiskach i na różnych wędziskach. Wtedy test będzie testem. Jeśli wobler na testach będzie łowił bolenie, nawet jeśli jego oko będzie patrzyło bardziej w lewo niż w prawo, albo nawet będzie puszczał bąki lecąc daleko i wysoko, to staje się to nieistotne - bo łowi ryby. A wędkarze tego właśnie oczekują i w tym celu kupują Thrilla. Napisał wojtek, wtorek 19 lipiec 2011, godz. 13:26
Zgadzam się z testem uniwersalny boleniowy wobler i na pewno daje bolenie leci świetnie szybko tonie brak pracy w opadzie którą dysponuje np. hermes gloog co daje mu tą przewagę ,że kosztuje znacznie mniej ok. 15 zł a można go spuszczać w kierunku dna powoli lub prowadzić z prędkością trilli. Boleń zwłaszcza ten większy nie zawsze poluje na powierzchni. Moim zdaniem warto mieć ten wobler w pudełku choć skłaniam się bardziej w kierunku hermesa z tych masowo produkowanych.
Napisał Grzegorz, niedziela 10 lipiec 2011, godz. 10:30
Ładny jest ten wobler, daleko lata ale na mojej wodzie bolenie omijają go wielkim łukiem.
Napisał tomek, czwartek 30 czerwiec 2011, godz. 12:11
dzis kupilem i wyprobuje go w weekend nad woda.ale z jednego forum wyczytalem ze ludzie narzekaja na tego wpblerka?
Napisał Emil, czwartek 09 czerwiec 2011, godz. 22:47
Coś mi się wydaję że w takim razie mało woblerów widziałeś. Tril ma jedną zaletę. Jest niesamowicie lotny.
Pogrzeb kolego po sieci a znajdziesz masę rewelacyjnych woblerków na bolenia. Zapewniam i powodzenia nad wodą. PS. Masz bardzo dokładna wagę do ryb
Napisał Janusz, czwartek 09 czerwiec 2011, godz. 21:38
Przetestowałem już wiele modeli woblerów boleniowych w tym Glooga Hermesa i ukleję Taps w wersji ze sterem.Te dwa modele mają bardzo podobną pracę i są dość łowne jednak nic nie dorówna Salmo Thrilowi.Jego praca jest rewelacyjna przy szybkim ściąganiu.Lusterkowanie, odjazdy na boki to są atuty z którymi nie zetknąłem się dotychczas u żadnego innego producenta.Zacząłem sezon 3 maja i do 30 maja mam już rekordy na Thrilla OB.Największy boleń 5,06kg.i 3,99,oraz kilkanaściedo około 3kg.Sztuki do 2kg nie są godne uwagi i są natychmiast wypuszczane.Łowię wędką castingową z multiplikatorem.
Napisz Komentarz
|
Zobacz inne testy z tej kategorii . . .
Savage Gear 4PLAY Herring Liplure
KATALOG TESTÓW
| WędkiKołowrotkiPrzynętyŻyłki i plecionkiOdzież i obuwie wędkarskieAkcesoria wędkarskieRanking sprzętuInne |


Thrill to odwieczne wołanie i zarazem prośba spinningistów o stworzenie przez dużego producenta sprzętu wędkarskiego, a takim z pewnością jest firma Salmo, typowej przynęty na rzecznego drapieżnika – bolenia. Producent zapewnia, że przynęta ma wszystko, czemu boleń nie będzie w stanie się oprzeć. Poddaliśmy testowi salmowski wobler na rapy. 







środowiska wędkarskie jak i cały Polski "naród" jest podzielony wypełniony szczerą nienawiścią do wszystkiego. Jednakże mówienie o wybitności firmy salmo jest też nietaktem ponieważ zabraknie słów mających ocenić (oczywiśćie obiektywnie) marki takie jak rapala czy illex itd które ciągle rozwijają swoje produkty nie tylko kolorystycznie ale także technologicznie.
;
i mialem racje ze to bzdura totalna









